Uszyłam nowe Przytulanki.
Moje dzieci oceniły " Dla małych dzieci się nadają"
Teraz mam zamówienie na literki do dziecięcego pokoju. Siadam do maszyny:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 marca 2015
niedziela, 1 marca 2015
Królicze narodziny
Wiosna już niedługo, do mnie przyleciały żurawie.
Bardzo lubię szyć króliczki :)
Te dwa królisie są jak bracia:)
wtorek, 16 grudnia 2014
Trojaczki w różu
Choinkowy, mikołajowy prezent na zamówienie.
Trzy białe, mięciutkie króliczki w jednakowych różowych ubrankach.
czwartek, 20 listopada 2014
Do dekorowania :)
Poduszki są ciepłą dekoracją.
Łatwo ją zmienić- wystarczy przecież zmienić poszewkę na poduszce.
Dziś uszyłam dwie świąteczne. To dopiero początek serii.
Oczywiście z tyłu maja eleganckie zapięcie, bo wykorzystałam do ich uszycia męskie koszule. :)
Łatwo ją zmienić- wystarczy przecież zmienić poszewkę na poduszce.
Dziś uszyłam dwie świąteczne. To dopiero początek serii.
Oczywiście z tyłu maja eleganckie zapięcie, bo wykorzystałam do ich uszycia męskie koszule. :)
wtorek, 11 listopada 2014
Pod-uszka
Moja siostrzenica skończyła wczoraj 18 lat.
Było przyjęcie,wiele ciepłych słów, niezwykłych prezentów.
Ode mnie i Wojtka ( mojego uzdolnionego manualnie dziesięciolatka) prezentem osiemnastkowym została poduszka.
Trochę aplikacji, trochę napisów farbą do tkanin.
Na poniższym zdjęciu widać serce, które ozdobił ściegiem łańcuszkowym Wojtek.
I już jasne z czego uszyłam poszewkę - oczywiście z męskiej koszuli:)
Było przyjęcie,wiele ciepłych słów, niezwykłych prezentów.
Ode mnie i Wojtka ( mojego uzdolnionego manualnie dziesięciolatka) prezentem osiemnastkowym została poduszka.
Trochę aplikacji, trochę napisów farbą do tkanin.
Na poniższym zdjęciu widać serce, które ozdobił ściegiem łańcuszkowym Wojtek.
I już jasne z czego uszyłam poszewkę - oczywiście z męskiej koszuli:)
środa, 16 lipca 2014
Szyję... szyję...
Trzeba było uszyć mi sowy- poduszki. Miałam zamówienie na trzy sowy, ale że jestem w posiadaniu ogromnej ilości szmatek,ścinków i tkanin najróżniejszych postanowiłam wykroić i dobrać kolorowe szmatki do większej ilości poduszek.
I powstały takie .
Niektóre wydają mi się szkaradne odrobinę, ale nic to:)
I moja sunia pcha się w obiektyw...
No to się uśmiechać będzie, skoro nie zwracam na nią uwagi.
A tu kolega mojej Nuki. Przyjechał na wakacje i zadomowił się na dobre.
I powstały takie .
Niektóre wydają mi się szkaradne odrobinę, ale nic to:)
I moja sunia pcha się w obiektyw...
No to się uśmiechać będzie, skoro nie zwracam na nią uwagi.
A tu kolega mojej Nuki. Przyjechał na wakacje i zadomowił się na dobre.
środa, 14 maja 2014
Uszytki nowe i najnowsze
Najnowsze uszytki to króliczki.
W wielu kolorach, niektóre jakby trochę łaciate.
Pokażę parę niebieskich, z których jeden został dziś wysłany do Ewy z bloga Kufer.
I jeszcze mam zdjęcia poduszek sówek.
Już dawno, bo jeszcze przed Wielkanocą, je uszyłam.
I mam nadzieję, że dzieci, które je dostały są zadowolone.
Tyle na dziś. :)
Pozdrawiam wszystkich zaglądających do mnie.
Iza
W wielu kolorach, niektóre jakby trochę łaciate.
Pokażę parę niebieskich, z których jeden został dziś wysłany do Ewy z bloga Kufer.
I jeszcze mam zdjęcia poduszek sówek.
Już dawno, bo jeszcze przed Wielkanocą, je uszyłam.
I mam nadzieję, że dzieci, które je dostały są zadowolone.
Tyle na dziś. :)
Pozdrawiam wszystkich zaglądających do mnie.
Iza
niedziela, 16 lutego 2014
Wiosna się zbliża...
bo przyleciały żurawie.
Wczoraj.
U mnie na warsztacie wiosenne i wielkanocne elementy dekoracji...
Kur jest więcej. Jeszcze nie miały zdjęciowej sesji :)
Niebawem za-pozują.
Dziś krótko...
Dobrej nocy :)
Wczoraj.
U mnie na warsztacie wiosenne i wielkanocne elementy dekoracji...
Kur jest więcej. Jeszcze nie miały zdjęciowej sesji :)
Niebawem za-pozują.
Dziś krótko...
Dobrej nocy :)
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Szylkretowa kotka i obsesja tworzenia
Zabieram się do pisania i już towarzyszy mi mój kocur Lucek.
Drzemie sobie obok mnie i głośno mruczy. Co chwila kładzie łapę na klawiaturze, albo dotyka laptopa, bo domaga się pieszczot. Gdybym pisała na komputerze stacjonarnym, na pewno wskoczyłby na biurko i usiadł tak, by skutecznie zasłonić mi ekran. Gdy za długo nie zwracam na niego uwagi - przewraca się na grzbiecie i pokazuje swoje wdzięki.
To z pewnością mój kot. Inni domownicy nie dostąpili zaszczytu, by Lucek dobrowolnie poddawał się ich pieszczotom.
......
Weekend miałam spędzić pod znakiem pisania i uzupełniania semestralnej dokumentacji szkolnej. Trochę nadgoniłam , tą znienawidzoną przeze mnie, biurokratyczną robotę. Ale NIE udało mi się niczego nie uszyć i nie zacząć jakiegoś nowego projektu.
Bo u mnie na wsi taaakaaa zima.
Więc dziergam na drutach- zawsze zimą dziergam.
No to dziergam : dla Gosi, dla Ani, dla Oli, dla Klaudii i dla siebie...
Ale dzierganie muszę przeplatać szyciem. Potrzebuję projektów na proste zabawki - takie co to tylko jeden szew zszyć, wypchać i zaszyć dziurkę i gotowe.
Poszperałam i uszyłam takiego cudaka. Dzieci orzekły, że to Mrówkojad. ( Lucek mi znowu kładzie łapę na klawiaturze...)
Mam w zanadrzu jeszcze inne pomysły. ale naprawdę nie będę ich realizować teraz, poczekam do ferii.
Jeszcze w międzyczasie szydełkuje sukienkę-spódnicę ( to zależy od potrzeb...) dla pewnej lalki, która będzie urodzinowym prezentem dla mojej bratanicy.
I szyję ręcznie - wyszywam.
Sowy-przypinki w wielu kolorowych wersjach. Do koloru, do wyboru.
Czyż nie ogarnia mnie obsesja tworzenia!! Swoiste ADHD, albo nudzi mi się niemiłosiernie pewnie...
Czy to już trzeba leczyć, czy jeszcze mogę bezkarnie cudować?
......................
Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że między kolejnymi zdaniami w mojej głowie rodzą się pomysły na obiad jutrzejszy. Musi być łatwy do podgrzania i podania, ponieważ będzie to zadanie Mężamojego. No to jakaś zupa, albo niby-gulasz do makaronu bądź kaszy... Zaraz ugotuję.
.......................
I jeszcze kilka słów o tej kotce szylkretowej.
Oto ona - Keri, tak się nazywa.
Na kuchennym parapecie.
Przy grzejniku, cieplutko.
Sprawdza czy wszystkie zakupy wypakowane.
Szylkretowa, czyli kolorowa, lekko cętkowana, nakrapiana.
Szlachetna tylko z nazwy własnego umaszczenia. Poza tym pospolita, miaucząca ( a Lucek cichy, z rzadka miauknie pojedynczo). Nie przepada za suchą karmą, woli parówkę i mleko ( Lucek jada tylko suchą i puszkowaną, a ludzkie jedzenie może stać na stole cały dzień).
I najważniejsze - ONA jest kotką wszystkich, najmniej moją. Przychodzi na zawołanie do Mężamojego. I się łasi, i mruczy. ( Lucek raczej nie, chyba, że mnie nie ma w domu).
Koty- tak rożne z charakteru , jak z wyglądu.
Dobrze, że z nami mieszkają. Mamy jeszcze szaloną labradorkę - także czarną.
Idę gotować na jutro.
Pa!
Drzemie sobie obok mnie i głośno mruczy. Co chwila kładzie łapę na klawiaturze, albo dotyka laptopa, bo domaga się pieszczot. Gdybym pisała na komputerze stacjonarnym, na pewno wskoczyłby na biurko i usiadł tak, by skutecznie zasłonić mi ekran. Gdy za długo nie zwracam na niego uwagi - przewraca się na grzbiecie i pokazuje swoje wdzięki.
To z pewnością mój kot. Inni domownicy nie dostąpili zaszczytu, by Lucek dobrowolnie poddawał się ich pieszczotom.
......
Weekend miałam spędzić pod znakiem pisania i uzupełniania semestralnej dokumentacji szkolnej. Trochę nadgoniłam , tą znienawidzoną przeze mnie, biurokratyczną robotę. Ale NIE udało mi się niczego nie uszyć i nie zacząć jakiegoś nowego projektu.
Bo u mnie na wsi taaakaaa zima.
Więc dziergam na drutach- zawsze zimą dziergam.
No to dziergam : dla Gosi, dla Ani, dla Oli, dla Klaudii i dla siebie...
Ale dzierganie muszę przeplatać szyciem. Potrzebuję projektów na proste zabawki - takie co to tylko jeden szew zszyć, wypchać i zaszyć dziurkę i gotowe.
Poszperałam i uszyłam takiego cudaka. Dzieci orzekły, że to Mrówkojad. ( Lucek mi znowu kładzie łapę na klawiaturze...)
Mam w zanadrzu jeszcze inne pomysły. ale naprawdę nie będę ich realizować teraz, poczekam do ferii.
Jeszcze w międzyczasie szydełkuje sukienkę-spódnicę ( to zależy od potrzeb...) dla pewnej lalki, która będzie urodzinowym prezentem dla mojej bratanicy.
I szyję ręcznie - wyszywam.
Sowy-przypinki w wielu kolorowych wersjach. Do koloru, do wyboru.
Czyż nie ogarnia mnie obsesja tworzenia!! Swoiste ADHD, albo nudzi mi się niemiłosiernie pewnie...
Czy to już trzeba leczyć, czy jeszcze mogę bezkarnie cudować?
......................
Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że między kolejnymi zdaniami w mojej głowie rodzą się pomysły na obiad jutrzejszy. Musi być łatwy do podgrzania i podania, ponieważ będzie to zadanie Mężamojego. No to jakaś zupa, albo niby-gulasz do makaronu bądź kaszy... Zaraz ugotuję.
.......................
I jeszcze kilka słów o tej kotce szylkretowej.
Oto ona - Keri, tak się nazywa.
Przy grzejniku, cieplutko.
Sprawdza czy wszystkie zakupy wypakowane.
Szylkretowa, czyli kolorowa, lekko cętkowana, nakrapiana.
Szlachetna tylko z nazwy własnego umaszczenia. Poza tym pospolita, miaucząca ( a Lucek cichy, z rzadka miauknie pojedynczo). Nie przepada za suchą karmą, woli parówkę i mleko ( Lucek jada tylko suchą i puszkowaną, a ludzkie jedzenie może stać na stole cały dzień).
I najważniejsze - ONA jest kotką wszystkich, najmniej moją. Przychodzi na zawołanie do Mężamojego. I się łasi, i mruczy. ( Lucek raczej nie, chyba, że mnie nie ma w domu).
Koty- tak rożne z charakteru , jak z wyglądu.
Dobrze, że z nami mieszkają. Mamy jeszcze szaloną labradorkę - także czarną.
Idę gotować na jutro.
Pa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)








